Cezurę
w naszych życiorysach stanowi bez wątpienia rok 1992. Pomysły lęgnące się
wtedy w głowach, wykraczające w znacznym stopniu poza dotychczasowe, trywialne
formy realizacji rozbuchanej fantazji, determinowały wyrwanie się z okowów banału
i artykulację swoich spostrzeżeń w ramach innej, kreującej większe możliwości,
płaszczyzny. Ożywczy powiew nowej świadomości skonkretyzował się w postaci
projektu muzycznego.
Początkowy
skład, występujący wtedy pod niewiele mówiącą nazwą Latryna, to: Dżordż
– gitara, Malec – klawisze, Motour – śpiew, bas, Remo – bębny, Jaco
– gitara. Już pierwsze próby stanowiły źródło przeświadczenia o słuszności
podjętych kroków. Wysoki stopień porozumienia, w sposób bezpośredni przekładający
się na zdecydowanie zadowalające efekty muzyczne rozwiewał resztkę wątpliwości.
Ówczesny
skład, instrumentarium, a co za tym idzie, również twórczość, różniły
się jednak znacznie od tego, co nazwa Fortissimo implikuje w chwili
obecnej. W początkowym okresie działalności na planie pierwszym jawiła się
inspiracja twórczością The Cure. Zaowocowało to nagraniem kilku coverów,
m. in. Just
like heaven
czy Play for today. Jednak
zmęczenie rolą epigonów pojawiło się szybko. Przeważać zaczęła chęć
wypowiedzenia się w swój własny, autonomiczny sposób.
Pomysł
wzmocnienia przekazu nie spotkał się jednak z akceptacją całości składu,
którego część żywotnie zainteresowana była zachowaniem status quo.
Odejście Dżordża, przejęcie jego funkcji przez Malca i rezygnacja z klawiszy
w warstwie instrumentalnej rozpoczęły kolejny etap działalności, znajdujący
wyraz w nowym emploi. Stało się to asumptem do zmiany szyldu. Narodziła
się wówczas nazwa Fortissimo possibile, z czasem skrócona do postaci
egzystującej do dnia dzisiejszego. Pojęcie wywiedzione ze świata muzyki
klasycznej, w ramach którego miały miejsce nasze inicjacje instrumentalne w
okresie bardzo wczesnej młodości, posłużyło na określenie wykreowanego,
zachowanego do dziś, brzmienia, charakteryzującego się zdecydowanym natężeniem
mocy. Swoisty amalgamat sacrum i profanum.
W
takich okolicznościach powstały pierwsze utwory: Astma,
A terrible house, Darknes & Water czy Gejsza.
Ich niepokojąca wymowa, w uszach ignorantów tętniąca kakofonią, stanowiła
realizację zupełnie świadomego zamysłu. Kompozycje, których poszczególne
partie charakteryzowała różna dynamika, pozwoliły zobrazować nasz sposób
postrzegania kondycji człowieka egzystującego w skażonej anormalnością
rzeczywistości. Dzięki nim Fortissimo zaakcentowało swoją
obecność i odcisnęło
zdecydowane piętno w świadomości odbiorców identyfikujących się z takową
konwencją. Stanowiło to optymistyczną wróżbę dla dalszego ciągu aktywności
artystycznej kapeli.
Jednak
ambicje wyższego rzędu w pewnym momencie przegrały konfrontację z prozą życia.
Kilkuletni okres prosperity powoli zaczął stawać się elementem przeszłości.
Wydarzenia,
które miały miejsce w roku 1997 wpłynęły na podjęcie decyzji o dopełnieniu
żywota projektu Fortissimo. Pojawiło się wiele najprzeróżniejszych
czynników, destabilizująco wpływających na działalność kapeli. Każdy z
nas zajął się życiem prywatnym, towarzystwo porozjeżdżało się po świecie,
skutkiem czego systematyczna, wspólna praca nie była już możliwa. Spotykanie
się raz na jakiś czas i generowanie dźwięków na zasadzie relaksu nie
satysfakcjonowało nas ze wszech miar. Nasze ambicje celowały zawsze trochę wyżej,
co spowodowane było poważnym podejściem do przedsięwzięcia jakim jest
tworzenie muzy. Nic nie wskazywało na to, że cokolwiek w zaistniałej sytuacji
może ulec zmianie. A na pewno nie na lepsze. Marazm trwał 6 lat.
Wtedy
to, w listopadzie 2003 roku, niczym swoisty deus ex machina pojawił
się Sanchez. Intencje, które nim kierowały, tak naprawdę pozostają
do dziś tajemnicą, nie ma to jednak większego znaczenia w kontekście późniejszych
wydarzeń. Faktem jest, że przekonał nas, używając argumentów wszelakich, iż
warto podjąć próbę reanimacji Fortissimo. Nasz początkowy opór,
wynikający z tego, że rak codzienności w dużym stopniu zżarł już nasze
umysły, skutecznie dawał odpór nieśmiało pojawiającym się symptomom chęci
kontestacji tych 6 lat nieprzyzwoicie uporządkowanego życia. Finalnie decyzja
została jednak podjęta: Fortissimo podniosło brutalnie kiedyś
przetrącony kark.
Zaraz
na starcie pojawiły się jednak problemy. Okazało się niemożliwością
skompletowanie składu. Jaco, z sobie tylko znanych powodów, nie
zdecydował się na uczestnictwo w reanimacji. Wobec tego koniecznym stało się
dokonanie reorganizacji w szeregach. Motour jako znany multi-instrumentalista,
co prawda nie bez żalu, ale jednak pożegnał się z funkcją basiora. Pozostały
w jego gestii kwestie wokalne i dodatkowo przejął obowiązki gitarzysty.
Generację głębi wziął na siebie Sanchez, który po raz kolejny okazał się
być dobrym duchem przedsięwzięcia. Pozostałe funkcje bez zmian: Malec
-gitara, Remo – bębny.
Rzeczone
zmiany w żadnym stopniu, jak się okazało, nie wpłynęły na klimat. Twórczość
Fortissimo w dalszym ciągu zawiera w sobie ten charakterystyczny
sznyt, który już kiedyś pozwalał na jednoznaczną identyfikację. Elementy
drapieżne okraszone sekwencjami stonowanymi.
Permanentna dychotomia obrazująca stan ducha większości rodzaju
ludzkiego.
Zdecydowaliśmy
się na odgrzanie kilku starych numerów, przerabiając je jednakże w
niewielkim stopniu. Było to wynikiem przekonania, że niektóre formy kodu
muzycznego zawartego w nich zdezaktualizowały się i należało albo z nich
zrezygnować, albo zastąpić takimi, które będą odpowiadać naszym obecnym
upodobaniom i gustom. Z tych samych powodów znaczna część naszego
dotychczasowego dorobku, trącająca anachronizmem, musiała bezpowrotnie odejść
do głębokiego lamusa.
O
naszej obecnej twórczości ogólnie rzec można: pamiętamy o korzeniach,
jednakże proces ewolucji nie jest nam również obcy. W niczym to jednak nie
zmienia faktu, że Fortissimo,
jak zawsze, przede wszystkim hołduje swojemu klimatowi.
Fortissimo
żyje....
-
Remo -

_________________________________________________________________
Copyright © 2004 by Fortissimo. Wszelkie prawa zastrzeżone.
|